Od dawna czułem się jak uczestnik dwóch nieprzystających do siebie historii. Dwóch światów, których nijak nie dało się zespolić. Bo prawdę mówiąc nie dało się tego zrobić. Nie było już starego domu i miejsca, o którym się tak skąpo, jakby mimochodem opowiadało. Tamtego świata nie mogłem pamiętać, bo był za stary. Był dla mnie światem stamtąd, z przeszłości. Nie mogłem tam pojechać. Nigdy nie mogłem tam być. Nie było stamtąd pamiątek, mebli, starych ubrań czy dewocjonaliów, które mogłem dotykać. Nie mogło być, bo uciekający niewiele mogli zabrać. Pozostało jedynie trochę fotografii.
Ale zawsze to Tam wisiało pomiędzy nami. Wtedy, kiedy starsi, ci którzy mogli pamiętać, jeszcze żyli. Czasem to były nie do końca polskie słowa, które długo uważałem za swoje, rdzenne, rodzinne. Piosenki śpiewane podczas rodzinnych spotkań. Wspomnienia i żarty z tamtych czasów tak radosne, spod których z czasem zaczęła wydostawać się prawda. Nazwa Dawidki, jako miejsce, Eden z początku i Tartar zaraz potem.
To Tam wisiało pomiędzy wszystkimi w mieście, w którym się urodziłem. A jedyny nie posiadający jakiegoś Tam był starym obłąkanym Niemcem z szopy. Relikt niewysiedlony, którego nikt prócz dzieci nie dostrzegał. I który spokojnie siedział z zakrzywioną fajką w ustach i mówił do nas po niemiecku. Szybko też zrozumiałem, że każdy z nas miał swoje osobne Tam. Każdy inne. Mój kolega ze szkoły, Janek, miał ukraińskie. Ja długo myślałam, że nasze jest białoruskie, ale jednak nie, okazało się, że litewskie.
Przyszedł czas, że jak wielu młodych, uciekłem z mojego miasta.Wydawało mi się, że wyjeżdżam z własnej woli. Bo perspektywy, pieniądze, prestiż, rozwój. Było mnóstwo dobrych uzasadnień. Teraz jestem tu i patrząc wstecz na rodzinne miasto, nie znajduję w nim mojego Tam. Takiego Tam które przyciąga, każe wspominać, wracać. Pustka. Sięgam więc dalej, do dawidowego Edenu i widzę, że to jest Tam moich przodków jedynie. Wyłącznie ich miejsce.
Teraz jestem Tu. Zbudowałem dom, a miejscowi, którzy są stąd i nie myślą o żadnym Tam, mówią o mnie bocian.



















